wtorek, 21 stycznia 2014

Noe.

Niedawna droga do szkoły i przedszkola z młodszymi chłopcami była biblijna. Zaczął Julianek pytaniem, kim był Eliasz?Informacja, że prorokiem, nie była wystarczająca, a i mnie nie zadowoliła. Ponieważ niestety akurat tej postaci starotestamentowej nie znam dokładnie, rozszerzając wypowiedź o proroku, jako osobie, której Bóg objawia prawdę, użyłem przykładu Jonasza. Chłopcy oczywiście znają tę historię. (polecam genialną książkę "Wielka ryba.", seria Zwierzęta Pana Boga.), co nie przeszkadza w jej dokładniejszym dyskutowaniu. Jest tu miejsce i na konkretne rozważanie, czy tak wielkie ryby rzeczywiście można spotkać, jak i na ukazanie ludzkiego wymiaru wątpliwości Jonasza. lubię tę opowieść o strachu, wątpliwościach, ucieczce, powrocie, zaufaniu, odwadze...
Żądania jeszcze jakiejś opowieści, droga nie taka krótka, i jest Noe. Dobrze jest przećwiczyć liczebniki z czterolatkom, choć powyżej dwudziestu był już nieco znużony, a deszcz ciągle padał. 


Nie zgadzam się z interpretacją, że potop był karą bożą. Potop to parabola zagrożenia jakie wisi nad ludźmi, zagrożenia wynikającego z zapatrzenia się w przeszłość, ze złudnego przekonania o statyczności świata, z fałszywego definiowania dzisiaj jako wczoraj tylko trochę później. Każda teraźniejszość wymaga nowej oceny, jak choćby w naszych czasach zmiany klimatu, łatwa, dla dzieci, do zaakceptowania zmiana tematu. Następnego po drodze.
Noe to człowiek czynu, odczytujący znaki czasu, nie bierny wykonawca bożych poleceń. Widzi co się dzieje i postanawia działać przy wykorzystaniu całej dostępnej mu wiedzy i umiejętności. Opowieść o Noem to pochwała ludzkiej zaradności i mądrości, ale też wskazanie, że cechy takie to wyjątkowy dar.


Scott na biegunie Sahary.

Trzy dni temu mieliśmy rocznicę zdobycia Bieguna Południowego przez Roberta Scotta. 
Wspomnienie jednego z tych wypadków, gdy pokonany staje się równie popularny jak zwycięzca. Dość znana ponad stuletnia historia wyścigu dwóch polarników. Wyścigu, którego by nie było, gdyby dwa lata wcześniej do Bieguna Północnego nie dotarł Peary. W czasie, gdy Amundsen przygotowywał się właśnie do jego zdobycia. Ekspedycja gotowa - statek wypożyczony, ludzie zwerbowani, zapasy zebrane, tylko, że Norweg nie chciał być drugi. Zamienił jeden kraniec Ziemi na drugi i zaczął się ścigać ze Scott`em.
Wiele powstało analiz tego niezwykłego starcia na Antarktydzie. Najkrócej, Anglicy, mimo doświadczenia z poprzednich wypraw, w tym z ekspedycji Shackletona, w której Scott uczestniczył, nie mieli szans. Błędy w planowaniu, złe usytuowanie baz pośrednich, zaufanie do niesprawdzonego w antarktycznych warunkach sprzętu w połączeniu z nieposkromioną ambicją i chorym honorem dały w efekcie śmiertelną mieszankę.
Co jest w tej historii najciekawsze i dlaczego bohaterem jest u mnie Brytyjczyk? Wskazówka kryje się w tytule, cytacie z Monty Pythona. Skecz o Scott`cie przemierzającym w futrze Saharę, walczącym z lwem jest cudowny. 
Śmieszny mimo 40 lat, jakie upłynęły od jego wymyślenia. Śmieszny nawet wyrwany z kontekstu w jakim powstał. Pythonowcy tworzyli w latach, gdy obiektywnie "brytyjskie imperium leżało w gruzach", co nie przeszkadzało ludziom żyć w przeświadczeniu o jego wielkości, mocy i nadzwyczajności. Scott był jedną z ikon tego imperium. Nie miało najmniejszego znaczenia, czy umarł z zimna i głodu na Antarktydzie, czy pożarty przez ludożerców. POLEGŁ (dużymi literami) niosąc sztandar brytyjski z dumą, a na ustach ze śpiewem "God Save The King". Swym przykładem świecił jak najwspanialszy brylant w koronie. Rozjaśniał mroki barbarzyństwa, niósł kaganek cywilizacji. Był kolonizatorem odmrożoną, ale pełna gębą. Jest mi go żal jako człowieka – dzielnego, wytrwałego, jako człowieka z niego się nie śmieje. Wyśmiewam jego kolonialną brytyjskość. Jego oczy, zapatrzone w odległą wyspę i jej króla, nie widzące drogi do śmierci nie tylko własnej ale i współtowarzyszy, za których powinien być odpowiedzialny. Chciał wygrać za wszelką cenę dla chwały Brytanii, gdy zrozumiał że przegrał, wyścig, grał dalej by wygrać choć honorową porażkę. Dla jego legendy i mitu imperium nie mogło się zdarzyć nic lepszego. Zginął wierny idei i tą śmiercią umocnił ją, legitymizował.
Ostatnio spotkałem się z apoteozą kolonializmu, jako systemu, co prawda narzuconego siła, jednak systemu, który w efekcie dał krajom Azji i Afryki więcej niż zabrał. Bo demokrację, rządy prawa, system szkolnictwa, opieki medycznej, wszystko jak w Europie, choć nie z winy Europejczyków, jeszcze(?!) na troch niższym poziomie. Jako dowód przytaczał ktoś, że z niewielu kolonii udawało się osiągać zyski, że to zwykle metropolie "dokładały". Kuriozalny sposób rozumowania. Zyski kolonie przynosiły od razu w czasach zakładania faktorii handlowych, w czasach feudalnych. Kolonizacja dokonana przez kraje kapitalistyczne w XIX i XX wieku była inwestycją. Inwestycja, która zwróciła się z nawiązka i co najważniejsze nadal przynosi kolosalne dochody. Związki byłych koloni z ich metropoliami są dzisiaj silniejsze niż były kiedyś, w czasach formalnej podległości. Ile z krajów trzeciego świata jest ekonomicznie niepodległych?
Oberwało się mocno Scott`owi, bo uważam, że ta dopiero co miniona rocznica winna być nie tyle celebrowana, co potępiana. A co z Amundsenem? Czy jego intencje były lepsze? Biały od mrozu anioł? Typ sportsmena, dobrze przygotowany, chciał i osiągnął zamierzony rezultat. Przy okazji jednak włączył się w mocarstwowe zabawy na śniegu. Norwegia jest jednym z państw, które dokonały podziały Białego Kontynentu między siebie. Podział jest czysto formalny, nieuznawany przez większość państw świata, w tym i to najważniejsze przez USA, Rosję, Chiny, a co za tym idzie na dzień dzisiejszy to podział nieskuteczny. Czy tak będzie zawsze nie wiemy. Jednak, jak by nie było Wielka Brytania, Norwegia, Francja, Chile, Argentyna, Australia i Nowa Zelandia zgłosiły swe roszczenia. 


A na koniec absurdalna ciekawostka. Jaki kraj posiada najdalej odsunięty od swej stolicy fragment lądu?
Oczywiście Norwegia! Jest w posiadaniu usytuowanej tuż przy brzegach Antarktydy Wyspy Piotra I. Jak wam się podoba sensowność podziału świata?

piątek, 6 grudnia 2013

pocztówka z Krakowa

Tydzień temu odwiedziłem mój rodzinny Kraków.


Powitał mnie widokiem gotowej do otwarcia Galerii Bronowice. Oświetlonej, kolorowej, z ogromną informacją za ile dni przyjmie kupujących.
Galerie handlowe zawsze dobrze na mnie działają, myśli stają się ostre jak brzytwa. Uwielbiam patrzeć na tłumy ludzi w ich przestrzeniach.
Nie nabijam się. Pobyt w centrach handlowych jest bardzo istotną formą ludzkiej aktywności. Chciałbym wiedzieć, nie tylko przypuszczać dlaczego. Ich popularne porównanie do współczesnych świątyń, czy dokonywania zakupów do religii naszych czasów uważam za bardzo mylące. I nie chodzi o logiczny rozbiór pojęć: świątynia i religia, ich niezgodności z definicjami, jak choćby w kwestii profanum i sacrum.
Nie! Galerie handlowe są miejscami, w których przebywanie, bo samo kupowanie nie jest bynajmniej najważniejszą z czynności tam dokonywanych, jest głęboko uzasadnione i racjonalne. Uważam, że ludzie robią rzeczy mające sens, w ich subiektywnej ocenie oczywiście. Malle umożliwiają robienie tego co ma dla większości wartość najwyższą - uczestniczenia w konsumpcji. Być, widzieć, dotknąć  najnowszego przedmiotu to w pewnym sensie go posiąść. To być w społeczności innych tak samo go pożądających. Wielotysięczność uprawomocnia takie odczuwanie, uprawomocnia go też udział przy otwarciu oficjeli, księży pokropek, magia liczb - milionów złotych, tysięcy metrów kwadratowych, miejsc parkingowych, wyprzedażowych procentów.


Galeria Bronowice to nie nowe miejsce na pielgrzymkowej mapie Krakowa, to rzeczywistość, chcemy czy nie, szara.


czwartek, 5 grudnia 2013

Co ze Świętym?

Najprostsze pytanie, na które można spróbować odpowiedzieć, to "Czy istnieje?".
Z pozoru są za i przeciw. Bo jasne, że zjawiają się prezenty, ale zazwyczaj są takie jakie można kupić w sklepie. Prowadzi korespondencję na skalę światową, ale niewiele osób dostało od niego list. Niby jest widzialny, ale nikt go nie widzi... Dzieci w szkole słyszą od kolegów i koleżanek rożne wersje. Sprzeczne. My dorośli też słyszeliśmy to i owo, nie zawsze (w czasie) to samo.
A jednak jest. Mikołaj jest dla mnie realny. Jest realną siłą oddziaływającą na rzeczywistość, siłą, która wpływa na zachowanie ludzi w każdym wieku. Popycha ich do działania, spontanicznego lub przemyślanego, głupiego lub mądrego. Niektórych od działania powstrzymuje, to też rodzaj jego aktywności. Jeśli nikt nie przechodzi obok niego spokojnie, jeśli tak nas niepokoi, to co jest wymysłem?
W skali mikro sprawił, że Feluś jet milszy dla Stasia. Proces trwa mimo otrzymania prezentu. Julek analizując wypowiedź kogoś ze swej klasy ćwiczy się w krytycyzmie i logicznym rozumowaniu. Staś, po rozmowie z rodzicami wprowadzającej go niuanse dotyczącej istnienia Mikołaja, uczy się zachowywania tajemnicy. Radość z prezentów.
A w skali makro?  Odpowiada za kształtowanie się gustów miliardów ludzi i przepływ kapitału też liczonego w miliardach, a jego wizerunek stał się jedną z ikon naszej cywilizacji.
Jest i nadal poszerza swe wpływy na kolejne kraje i kontynenty. Co ciekawe najmniejsze, nie znaczy żadne, znaczenie ma w krainie wiecznego lodu, na Antarktydzie.


Święty Mikołaj jedna z najbardziej wpływowych osób na świecie.

poniedziałek, 25 listopada 2013

rolnicy

Zainteresowało Stasia jaka była starożytność w Europie. Próbując przybliżyć mu ten temat, dowiedziałem się, że wie o upadku Cesarstwa Zachodniorzymskiego i zna też umowne granice średniowiecza. Oczywiście zjadały mnie dygresje. Od królestw normańskich w Europie, po hiszpańską rekonkwistę. Jednak ostatecznie doszedłem do sprawy najważniejszej – uprawy roli.
"Wynalazek" rolnictwa uważam za najważniejszy dla ludzkości. Schowana w głębokiej prehistorii rewolucja neolityczna pozostaje w niezasłużonym cieniu młodszych koleżanek: przemysłowej, obyczajowej, informatycznej.... nawet październikowej.
Za normalne uznajemy, że gdzieś produkuje się coś do jedzenia. Bez zdziwienia obserwujemy pejzaże pełne pól, łąk, pastwisk. Mniej lub bardziej instynktownie czujemy związek miedzy produkcja rolną a sytuacją gospodarczą. Jakieś dopłaty, tania siła robocza, szczególnie w trzecim świecie. Może nawet uświadamiamy sobie, że to powstanie rolnictwa wywołało różnicowanie się społeczne, umożliwiły rozwój miast i ich bogacenie się, w konsekwencji najazdy "barbarzyńców" (tu przez chwilę jesteśmy przy Stasiowej starożytności), osadnictwo i tak dalej.
Nie to jednak jest najważniejsze. Człowiek – rolnik to istota aktywnie zmieniająca środowisko przyrodnicze. Od neolitu ludzie nie tylko funkcjonują jako element przyrody, stają się siłą aktywnie to środowisko zmieniającą. Niszczą, ale i tworzą ekosystemy, eliminują gatunki i kreują nowe, umożliwiają migracje zwierząt i roślin, parają się inżynierią genetyczną (od neolitu!), wpływają na  dobór naturalny.
Rolnicy nie są panami Ziemi, ale współpanami – tak.

piątek, 22 listopada 2013

latające grizzly

Dziś rano idąc z Felkiem do przedszkola rozmawialiśmy o latających grizzly. To określenie na wszystkie ptaki, niezależnie od gatunku i wielkości. Nie dziwi nas to u dzieci, naturalna, rozwojowo pożądana, zabawa w konwencje. Dziecko nie tworzy nowej rzeczywistości, gra już istniejąca. "Te małe grizzly, które nazywasz wróbelkami." Dorosłemu przyda się odświeżenie połączeń w mózgu. Pozytywna zabawa poza sferą namysłu.
Gra konwencjami łatwa między bliskimi sobie osobami. A miedzy niebliskimi, jaka jest?
Tuż po wejściu do przedszkola Felek, który nie zna się jeszcze dobrze z kolegami, zaczął rozmawiać o wymyślonej przez siebie postaci Doktorze Milenium, który je pizzę i paliwo.
- Paliwo – zdziwił się Mateusz?
- Tak, on jest z Bajki.
- A ja mam bajkę o Chudym i Buzzie.
- A ja mam "Stoliczku nakryj się" do słuchania.
.......
Rozmowa czterolatków o bajkach trafiła w próżnie. Wyćwiczeni w operowaniu konwencjami dorośli przerzuciliby się na inny temat. Najnowszy typ smartfona, wynik meczu, czy pogodę.
Rozmowy o niczym.
Z jednej strony, im więcej znamy ludzi, im więcej czasu przeznaczam na kontakty z nimi, tym relacje muszą być płytsze. Pełne oczekiwanych zwrotów akcji.
Z drugiej, pięćset, czy tysiąc lat temu, znalibyśmy ledwie garść ludzi, ale rozmawialibyśmy o ocieleniu się krowy i zbiorach owsa. Byłoby to nieskończenie nudne, i też o niczym.

Zgadzamy się na na nudny świat. Nie mamy dość odwagi by rozmawiać o latających grizzly.

piątek, 8 listopada 2013

tajemnice przyrody

Staś przygotowywał się do sprawdzianu z przyrody. Powtarzamy. Pani wymagająca. W jednym z ćwiczeń należało wskazać elementy przyrody ożywionej i nieożywionej. Staś podkreśla kolorami, jak trzeba, a ja ze zdumieniem dostrzegam, że omija mosty, drogi i budynki.
Okazuje się, tak się uczyli. Proszę go o podręcznik, a w nim jak byk stoi: "Jeśli rozejrzysz się wokół dostrzeżesz (...) obiekty, które stworzyli ludzie. Nie można ich zaliczyć do składników przyrody, ponieważ nie powstały w naturalny sposób." Książka, jak wyczytałem z metryczki zgodna jest z nową (!) podstawą programową i w roku 2011 została dopuszczona do użytku szkolnego.
Powinienem napisać do ministerstwa, czy nie, w sprawie tej zgodności, a może dla wyjaśnienia takiej nowości?
Jest człowiek, czy nie częścią przyrody? Ten sam podręcznik stwierdza, że i owszem człowiek częścią przyrody jest. Więc czemu nie są jego wytwory?
Dlaczego się czepiam? Bo to kwestia fundamentalna. Jeśli stawiamy cywilizację ludzką poza przyrodą, stawiamy się w pozycji Pana i Właściciela świata. Tekst z przyrody do IV klasy jest ponurym echem biblijnego "Czyńcie sobie ziemię poddaną."
Człowiek nie tylko jest integralną częścią przyrody, stał się jednym z czynników przyrodotwórczych. Nie bez przyczyny pojawiają się głosy, że epokę, w której żyjemy powinniśmy nazywać Antropocenem. To już nie nowość i może dlatego takie poglądy nie mieszczą się w ministerialnej kategorii "nowa podstawa"?

A teraz rzut oka, na to czego, ucząc się pilnie w szkolnych ławach, nie zaliczymy do składników przyrody. Kilka przykładów.

Górskie hale pełne krokusów. Powstały w wyniku pasterskiej działalności człowieka. I nikt, na prawdę nikt, nie wie jaki jest naturalny biotop krokusów.
Puszcza Białowieska pełna żubrów. Kompleks leśny, którego aktualny stan przyrodniczy wynika z faktu, że przez wiele dziesięcioleci był carskim miejscem polowań, gdzie sztucznie utrzymywano zawyżony stan zwierzyny. Gdzie cały czas prowadzi się planowa gospodarkę leśna i łowiecką. A co do żubra, to jest to, jak wszyscy wiedzą, gatunek w naturze wymarły, sztucznie przywrócony do środowiska.
Jeziora powstałe w dawnych kamieniołomach. Miejsca pełne krystalicznie czystej wody, półki skalne z kserotermiczną roślinnością, Szkoda, że sztuczne.



Dla porządku tylko należałoby jeszcze zadać pytanie "Co z wytworami zwierząt?". Czy narzedzia i budowle wykonane przez naszych braci mniejszych, są częścia przyrody, czy nie?


Zaiste tajemnice przyrody.