Prezydent ogłosił "WOJNA". W potoku ofiar zapowiedź ofiar kolejnych.
Paryski smutek, rozpacz i bezsens zamienione za chwilę zostaną w krucjatę, bo albo MY, albo ONI, bo trzeba niszczyć. A to znaczy, że skrajni islamiści już wygrali, narzucili Francji, Stanom, Rosji ... Polsce swoją wizję świata. Wygrali, choć ich państwo niedługo przestanie istnieć.
Już po 11 września wiedzieliśmy, że świat nigdy nie będzie już taki sam. Nie może być taki sam po 13 listopada. Nie przeraża mnie, że będzie inny. Przeraża, że po tej wojnie świat nie będzie takim jakim chciałbym go widzieć, na jakim chciałbym żyć.
Dla wielu będzie piękny. Piękny jak zemsta.
" (...) Zemsta, zemsta, zemsta na wroga,
Z Bogiem i choćby mimo Boga!
Zemsta, zemsta, zemsta na wroga,
Z Bogiem i choćby mimo Boga!"?
Czemu Mickiewicz był wieszczem? Bo wieszczył! Wyjątkowo się z tym zgodzę. Bo tuż przed tą zemstą jest:
"Pieśń ma była już w grobie, już chłodna, -
Krew poczuła - spod ziemi wygląda -
I jak upiór powstaje krwi głodna:
I krwi żąda, krwi żąda, krwi żąda. (...)"
Wiem, rozumiem, że ta pieśń wojenna wstała z grobu, bo poczuła krew, którą przelali zbrodniarze, ale mimo tego nie chciałbym jej śpiewać.
wtorek, 17 listopada 2015
wtorek, 27 października 2015
kapitan
W tamtym roku po blogu dość często przechadzał się Conrad. I nadal wyraźnie mnie ściga.
"... kapitan to najbardziej pusty ze wszystkich tytułów. Czym jest kapitan? Każdy może być kapitanem; a do Lingarda pasuje ta nazwa równie dobrze jak każda inna. Tymczasem on zasługuje na coś szczególnego, znaczącego i wyrazistego, coś, co by odpowiadało jego osobie, jego prostej i romantycznej osobie." (Ocalenie)
Bez: "Panie kapitanie", "Panie dyrektorze", "Panie prezydencie"... ani rusz. A co z ludźmi, którzy zasługują na coś więcej niż etykietę. Conrad zapewne nieświadomie dotknął jednego z największych problemów społeczeństw XIX i XX wieku - depersonalizacji człowieka.
Biurokratyczne reguły określały i nadal określają ludzi poprzez ich zawód, narodowość, wykształcenie, wiek i inne tzw. wymierne parametry. (W skrajnym przypadku można np. ustalić, ile procent krwi żydowskiej trzeba mieć, by być Żydem. Oczywiście dla osób zainteresowanych akurat tym konkretnym rozstrzygnięciem, udział może być dowolnie mały.)
Osobiście dotknął mnie "sześciolatek w szkole", ale problemem nie leży w wieku 6, 7, czy 8 lat, problemem jest traktowanie dziecka jak produktu z datą przydatności do spożycia. To samo tyczy się wieku emerytalnego, wieku uprawniającego do udziału w wyborach itd. itp.
Reakcja na ten mierzalny absurd jest widoczna i oczywista, jak hasło banku, który nie stawia na zysk, ale na relacje. Kłamstwo? Jasne, ale "jak ty pięknie kłamiesz ...!". Reakcja wymierna jak wysokość akcji FB na giełdzie.
Pod pozorem otwartości media społecznościowe są niestety tylko sposobem na segregację świata, może nawet gorszą niż dziewiętnastowieczna biurokracja. Według jakiego kryterium dobieramy się w sieci? Szukamy odmienności, inności, czy wystarczy nam egzotyka. chcemy coś przedyskutować, a może raczej utwierdzić się w przekonaniu, o własnej racji?
Poczucie bezpośredniego, osobistego, indywidualnego kontaktu jest nam potrzebne bardziej niż powietrze, póki co mamy tylko jego ułudę.
P.S. Ktoś zgadnie, z jakiego filmu jest: "Jak ty pięknie kłamiesz Marco!"?
"... kapitan to najbardziej pusty ze wszystkich tytułów. Czym jest kapitan? Każdy może być kapitanem; a do Lingarda pasuje ta nazwa równie dobrze jak każda inna. Tymczasem on zasługuje na coś szczególnego, znaczącego i wyrazistego, coś, co by odpowiadało jego osobie, jego prostej i romantycznej osobie." (Ocalenie)
Bez: "Panie kapitanie", "Panie dyrektorze", "Panie prezydencie"... ani rusz. A co z ludźmi, którzy zasługują na coś więcej niż etykietę. Conrad zapewne nieświadomie dotknął jednego z największych problemów społeczeństw XIX i XX wieku - depersonalizacji człowieka.
Biurokratyczne reguły określały i nadal określają ludzi poprzez ich zawód, narodowość, wykształcenie, wiek i inne tzw. wymierne parametry. (W skrajnym przypadku można np. ustalić, ile procent krwi żydowskiej trzeba mieć, by być Żydem. Oczywiście dla osób zainteresowanych akurat tym konkretnym rozstrzygnięciem, udział może być dowolnie mały.)
Osobiście dotknął mnie "sześciolatek w szkole", ale problemem nie leży w wieku 6, 7, czy 8 lat, problemem jest traktowanie dziecka jak produktu z datą przydatności do spożycia. To samo tyczy się wieku emerytalnego, wieku uprawniającego do udziału w wyborach itd. itp.
Reakcja na ten mierzalny absurd jest widoczna i oczywista, jak hasło banku, który nie stawia na zysk, ale na relacje. Kłamstwo? Jasne, ale "jak ty pięknie kłamiesz ...!". Reakcja wymierna jak wysokość akcji FB na giełdzie.
Pod pozorem otwartości media społecznościowe są niestety tylko sposobem na segregację świata, może nawet gorszą niż dziewiętnastowieczna biurokracja. Według jakiego kryterium dobieramy się w sieci? Szukamy odmienności, inności, czy wystarczy nam egzotyka. chcemy coś przedyskutować, a może raczej utwierdzić się w przekonaniu, o własnej racji?
P.S. Ktoś zgadnie, z jakiego filmu jest: "Jak ty pięknie kłamiesz Marco!"?
niedziela, 25 października 2015
Wybory czyli Absolwent.
Na wstępie pragnę przeprosić wszystkich, którzy spodziewali się może po tytule, że sugeruję jakoby dzień wyborów parlamentarnych w Polsce przetrzymać można jedynie pod wpływem alkoholu (np. takiego jak przywołanego w tytule posta) i w związku z tym poczytają o czymś naprawdę interesującym. Szczerze przepraszam, będzie nawiązanie do filmu, nie napoju.
(Dla Czytelnika/Czytelniczki znających znających inspirację powyższego akapitu funduję post na temat przez nią/niego zadany.)
Jak piszę o filmach, które lubię, jestem monotonny. "Absolwenta" mógłbym oglądać bez przerwy. Tekst Benjamina Braddock`a mówiącego o swoich planach na przyszłość, że chce, żeby było inaczej, (chociaż nie wie jak), jest jednym z moich ulubionych. Bo ja go rozumiem, tak jak on nie chciał, ja też bym nie chciał akwalungu do nurkowania w basenie.
Absolwent jako symbol polskich wyborów oczywiście się sprawdza. Nie wiem jeszcze jaki będzie skład nowego parlamentu, ale z pewnością wybory wyborców, w zatrważającej większości będą wyrazem tęsknoty, za tym by było inaczej.
Mamy więc przed sobą kilka (???) lat nieprzemyślanego, powstałego z nudy i braku doświadczenia romansu społeczeństwa z politykami spragnionymi spełnienia, potwierdzenia swej atrakcyjności. Jedna strona wybierze co się akurat trafiło, bo ktoś mówi: "Pamiętaj, że mogę być twoja, jak tylko zechcesz", drugiej wystarczy by wybrał ją ktokolwiek, kogo potrafi skusić.
sobota, 17 października 2015
PKB a imigranci.
Kogo jeszcze w latach osiemdziesiątych znokautował Tim Burton, nie może nie lubić Michaela Keatona. I choć nie zawsze był i jest w formie jak z Batmana, czy Soku z Żuka, to zawsze oglądam go z przyjemnością.
Niedawno skuszony zostałem "Szóstym meczem". Film nienajnowszy i nienajgorszy, ale nie wspomniał bym o nim, gdyby nie jeden z wątków. Bo bardzo na czasie.
Główny bohater-dramaturg, jak każdy szanujący się nowojorczyk przemieszcza się taksówkami.
W taksówkach taksówkarze. Po taksówkarzach spodziewać można się oczywiście wszystkiego. I chociaż De Niro się nie pojawił, to mimo tego, a może dzięki temu, było co obejrzeć i usłyszeć. Niezły przegląd narodowości i charakterów, a każdego Keaton zagadywał, wspominając, jak to kiedyś sam był taksówkarzem, a teraz jest pisarzem. Nikogo to nie ruszało, aż do czasu, gdy kierowcą był białoskóry (!!!) gość w mocno średnim wieku. Ten podjął temat, dokładniej zamknął go, odpowiadając: "A ja w swoim kraju byłem neurochirurgiem, w największej w Rosji klinice."
Czy uchodźcy w krajach imigracji wytwarzają PKB? Zdecydowanie TAK.
Niedawno skuszony zostałem "Szóstym meczem". Film nienajnowszy i nienajgorszy, ale nie wspomniał bym o nim, gdyby nie jeden z wątków. Bo bardzo na czasie.
Główny bohater-dramaturg, jak każdy szanujący się nowojorczyk przemieszcza się taksówkami.
W taksówkach taksówkarze. Po taksówkarzach spodziewać można się oczywiście wszystkiego. I chociaż De Niro się nie pojawił, to mimo tego, a może dzięki temu, było co obejrzeć i usłyszeć. Niezły przegląd narodowości i charakterów, a każdego Keaton zagadywał, wspominając, jak to kiedyś sam był taksówkarzem, a teraz jest pisarzem. Nikogo to nie ruszało, aż do czasu, gdy kierowcą był białoskóry (!!!) gość w mocno średnim wieku. Ten podjął temat, dokładniej zamknął go, odpowiadając: "A ja w swoim kraju byłem neurochirurgiem, w największej w Rosji klinice."
Czy uchodźcy w krajach imigracji wytwarzają PKB? Zdecydowanie TAK.
poniedziałek, 31 sierpnia 2015
ostatni dzień wakacji
Niedawno atakowały nas upały. Czekaliśmy na rekord temperatury. Zadawałem wtedy sobie pytanie: "Padnie, czy nie padnie?". A teraz nawet nie wiem, czy padł. Choć byłem tego bardziej ciekawy niż zmiany obsady Pałacu Prezydenckiego.
Bo i jedno, i drugie nijakie. Jedno w cieniu drugiego. Może odwrotnie? Narodowo-ojczyźniano-rekordowe dni, o których szkoda nawet pamiętać. Gdyby ostatni dzień wakacji musiał być czytany jako ten, gdy kupuje się szkolne przybory lub czeka na rocznicę, byłby tak samo nicwart.
Szczęśliwie każdy dzień ma ileś własnych znaczeń, dostępnych właśnie dla tych, dla których są ważne, nie muszą, nawet nie powinny być dla wszystkich. Niech takie będą.
Bo i jedno, i drugie nijakie. Jedno w cieniu drugiego. Może odwrotnie? Narodowo-ojczyźniano-rekordowe dni, o których szkoda nawet pamiętać. Gdyby ostatni dzień wakacji musiał być czytany jako ten, gdy kupuje się szkolne przybory lub czeka na rocznicę, byłby tak samo nicwart.
Szczęśliwie każdy dzień ma ileś własnych znaczeń, dostępnych właśnie dla tych, dla których są ważne, nie muszą, nawet nie powinny być dla wszystkich. Niech takie będą.
sobota, 22 sierpnia 2015
nie jestem ćmą cz. 2
Ćma postępuje sensownie. Tak. Ona nie postępuje logicznie, postępuje sensownie. Uważam zresztą sensowność postępowania za uniwersalną cechę opisującą zachowania wszelkich żywych organizmów - roślin, zwierząt i ludzi.
Czasem jest to pochodna ewolucji. Barwne upierzenie samców wielu gatunków ptaków wydawać by się mogło bezsensowne w kontekście możliwości ich łatwiejszego upolowania przez drapieżniki. A jednak nie. Samiec, który potrafi przeżyć mając tak niekorzystne ubarwienie musi mieć jednocześnie fantastyczne inne cechy - wzrok, słuch, siłę, szybkość ... Jest atrakcyjny nie przez te pióra, ale mimo nich.
Podobnie było z tygrysem szablozębnym. Jego wielkie kły były niefunkcjonalne, ale robiły wrażenie. I z pokolenia na pokolenie rosły. To było sensowne, choć na skutek tego sensownego procesu tygrys ostatecznie wyginął.
Rośliny rozsiewają nasiona, gdzie popadnie. Woda, skała, piach. Bez logiki, ale sensownie wyłają ich dziesiątki, tysiące, setki tysięcy, bo któremuś powinno się udać skiełkować. Co niby miałyby zrobić innego niż zaufać statystyce?
Wrodzone i wyrobione odruchy, popędy są niesamowicie skuteczne, bo szybkie, zwykle natychmiastowe. Nie do przecenienia są także dla człowieka. Zwykle nie mamy dość czasu na pełną logiczną analizę sytuacji, w której się znajdujemy. Nie zawsze nawet taka analizę możemy przeprowadzić, albo byłaby obciążona takim błędem, że szkoda zachodu, albo zbyt się boimy.
Kategoria sensowności jest nieprawdopodobnie pojemna. Zawiera nasze cechy wrodzone, popędy i doświadczenia, zapisaną w kulturze wiarę przodków, wpojone w procesie socjalizacji zachowania oraz strach przed sankcjami. I gdyby nasza sensowność była tylko taka bylibyśmy jak ćmy. Jednak możemy, ja mogę nie być ćmą. Mogę swoje zachowania zmieniać, korygować. Mogę myśleć racjonalnie i mam też poczucie odrębności od płomienia.
Czasem jest to pochodna ewolucji. Barwne upierzenie samców wielu gatunków ptaków wydawać by się mogło bezsensowne w kontekście możliwości ich łatwiejszego upolowania przez drapieżniki. A jednak nie. Samiec, który potrafi przeżyć mając tak niekorzystne ubarwienie musi mieć jednocześnie fantastyczne inne cechy - wzrok, słuch, siłę, szybkość ... Jest atrakcyjny nie przez te pióra, ale mimo nich.
Podobnie było z tygrysem szablozębnym. Jego wielkie kły były niefunkcjonalne, ale robiły wrażenie. I z pokolenia na pokolenie rosły. To było sensowne, choć na skutek tego sensownego procesu tygrys ostatecznie wyginął.
Rośliny rozsiewają nasiona, gdzie popadnie. Woda, skała, piach. Bez logiki, ale sensownie wyłają ich dziesiątki, tysiące, setki tysięcy, bo któremuś powinno się udać skiełkować. Co niby miałyby zrobić innego niż zaufać statystyce?
Wrodzone i wyrobione odruchy, popędy są niesamowicie skuteczne, bo szybkie, zwykle natychmiastowe. Nie do przecenienia są także dla człowieka. Zwykle nie mamy dość czasu na pełną logiczną analizę sytuacji, w której się znajdujemy. Nie zawsze nawet taka analizę możemy przeprowadzić, albo byłaby obciążona takim błędem, że szkoda zachodu, albo zbyt się boimy.
Kategoria sensowności jest nieprawdopodobnie pojemna. Zawiera nasze cechy wrodzone, popędy i doświadczenia, zapisaną w kulturze wiarę przodków, wpojone w procesie socjalizacji zachowania oraz strach przed sankcjami. I gdyby nasza sensowność była tylko taka bylibyśmy jak ćmy. Jednak możemy, ja mogę nie być ćmą. Mogę swoje zachowania zmieniać, korygować. Mogę myśleć racjonalnie i mam też poczucie odrębności od płomienia.
nie jestem ćmą cz. 1.
Powszechnie uważa się, że ćma leci do światła. Nic bardziej mylnego. Ćma nawiguje według światła.
W warunkach naturalnych jedynym istotnym źródłem nocnego światła jest księżyc. Ze względu na odległość światło dociera do ćmy pod stałym kątem. Ta trzyma się takiej trajektorii, która zapewnia jej stałe utrzymanie takiego samego kąta padania promieni. Pozwala to jej lecieć prosto. Wszystko jest ok, tak długo jak długo w pobliżu nie znajdzie się coś co silnie świeci. Ćma przelatując obok np. żarówki wpada w spiralę śmierci - by utrzymać stały kąt względem źródła światła musi skręcić, musi stale skręcać, i tak aż do końca. Bo do końca koryguje swój lot, ale nie wie, że orientuje się już nie na daleki księżyc, a na bliski sztuczny punkt świetlny.
Ćma jest częścią przyrody, która nie posiada świadomości swojego istnienia, swojej odrębności. Postępując sensownie, bezbłędnie wykorzystując swoje przystosowania do życia staje się ofiarą, ginie.
W warunkach naturalnych jedynym istotnym źródłem nocnego światła jest księżyc. Ze względu na odległość światło dociera do ćmy pod stałym kątem. Ta trzyma się takiej trajektorii, która zapewnia jej stałe utrzymanie takiego samego kąta padania promieni. Pozwala to jej lecieć prosto. Wszystko jest ok, tak długo jak długo w pobliżu nie znajdzie się coś co silnie świeci. Ćma przelatując obok np. żarówki wpada w spiralę śmierci - by utrzymać stały kąt względem źródła światła musi skręcić, musi stale skręcać, i tak aż do końca. Bo do końca koryguje swój lot, ale nie wie, że orientuje się już nie na daleki księżyc, a na bliski sztuczny punkt świetlny.
Ćma jest częścią przyrody, która nie posiada świadomości swojego istnienia, swojej odrębności. Postępując sensownie, bezbłędnie wykorzystując swoje przystosowania do życia staje się ofiarą, ginie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
